...twierdząc, że człowiek pochodzi jednak od tej przysłowiowej
małpy, ale po kolei. Z czystej ciekawości zadałem sobie trochę
trudu i zacząłem szperać w różnych papierach i dokumentach, a nawet
w zasobach Państwowego Archiwum w Katowicach. Powód moich
poszukiwań jest być może dla większości banalny i oczywisty, ale
nie dla mnie. Co jakiś czas słyszymy w radio lub telewizji czy
czytamy w różnych publikacjach ogólnopolskich, regionalnych
o konieczności (którejś z kolei) zmiany nazw ulic, placów,
skwerów itp. Co jest powodem? W tym miejscu dochodzimy do sedna
sprawy. Należałoby zadań pytanie czemu służy ta zmiana, po co jest
dokonywana?
Na pewno nie chodzi tutaj o dobro obywateli mieszkających na danej
ulicy lub osiedlu, ponieważ nazwa ma znikomy wpływ na odczuwalny
komfort zamieszkania w danym miejscu. Bardziej jest to kwestia
pokazania się i zaistnienia aktualnie rządzącej opcji politycznej,
która musi wykazać się konkretnymi działaniami, więc wybiera te
najprostsze. Na pocieszenie powiem, że nie są to praktyki nowe
i odosobnione. Z tym zjawiskiem mamy do czynienia od dziesięcioleci.
W tym miejscu wrócę do przysłowiowej małpy, bo jak inaczej można
nazwać jak nie małpowaniem to, co robią kolejne, następujące po
sobie elity rządzące.
Każda kolejna władza od czasów cesarza Willhelma, a pewnie dużo
wcześniej, wszelkie partie, ugrupowania prawicowe, lewicowe,
centralne, faszystowskie oraz komunistyczne usilnie starały się
zostawić po sobie "ślad". Trzeba pokazać poprzednikom, że teraz my
tu rządzimy, my mamy jedynie słusznych i poprawnych politycznie
bohaterów i świętych, którymi obsadzimy nasze place i ulice, bo ci
"wasi" to komuniści, faszyści, pedofile, lesbijki, alkoholicy itp.
To nic, że koszty tych twórczych fanaberii będą niemałe, rządzących
na to stać, w końcu koszty pokryjemy my wszyscy poprzez płacone
podatki, gdyż najłatwiej wydaje się pieniądze ogółu. Może wreszcie
znajdzie sie ktoś oświecony i trzeźwomyślący, który powie STOP,
DOSYĆ tej całej błazenady i podmieniania patronów "gorszych" na
"lepszych, "waszych" na "naszych".
Lepiej byłoby nie firmować z nazwiska i imienia obiektów
użyteczności publicznej, bo być może sami zainteresowani nie
życzyliby sobie tego. Zawsze trzeba liczyć się z tym, że prędzej
czy później uwypuklone zostaną nie dokonania artystyczne czy
naukowe, lecz kwestie z życia prywatnego. Bierzmy pod uwagę fakt,
że ludzi o przejrzystym życiorysie i kryształowym charakterze jest
naprawdę niewielu. Nigdy tak naprawdę nie uda się uzyskać
jednomyślności przy proponowaniu konkretnej osoby na patrona ulicy,
skweru czy placu. Ten, który dla jednych jest wzorem do
naśladowania, bohaterem, świętym czy zasłużonym, dla innych,
posiadających większą wiedzę i znajomość tematu może być osobą ze
wszech miar nieodpowiednią.
W ostatnich miesiącach mieliśmy tego
doskonały przykład - Maria Konopnicka - ikona polskiej literatury,
patronka setek ulic w kraju, była podobno lesbijką. Po nagłośnieniu
tej informacji pojawiły się głosy, mówiące, żę nie przystoi, aby
taka osoba była uhonorowana w ten sposób. Helena Majdaniec -
nieżyjąca już piosenkarka lat 60-tych - na budynku, w którym
mieszkała miała pojawić się tablica informująca o tym fakcie.
Obrońcy dobrych obyczajów i szeroko pojmowanej moralności stanowczo
orzekli, że źle się prowadziła i była pijaczką, więc nie przystoi.
Ostatnio nawet władze San Francisco chcą zmienić ulicę Lecha Wałęsy,
ze względu na kontrowersje po jego wypowiedziach na temat
homoseksualistów. Dostało się także "Zośce", "Rudemu" i „Alkowi"
z Szarych Szeregów („Kamienie na szaniec") którzy według dr
Janickiej z PAN podobno byli gejami. Podobnych przykladów jest
więcej, Andrzejewski, Baczyński, Hłasko czy Dąbrowska.
Szanujmy pamięć i dobre imię wszystkich dobrych i wspaniałych ludzi,
poetów, artystów, literatów, bohaterów, zasłużonych, ich potomków
i rodzin, a także tych, których zbieżność nazwisk z tymi pierwszymi
jest całkowicie przypadkowa. Nie róbmy z nich pośmiewiska, bo
w większości przypadków na to nie zasługują. Ich miejsce to karty
historii, a nie zardzewiałe tabliczki na ścianach domów.
Przestańmy "małpować" swoich poprzedników, nie stwarzajmy naszym
następcom okazji do kolejnego "małpowania". W naszym polskim języku
są tysiące słów - rzeczowników, przymiotników i innych,
w dziesiątkach różnych dziedzin, które byłyby właściwe na
odpowiednie nazwy.
Rządzącym i tym wszystkim, którzy chcą nas uszczęśliwić kolejnym
"swoim i lepszym" patronem oraz mającym mniemanie, że ilością
zmienionych nazw podbudują sobie słupki poparcia społecznego
radziłbym: zbudujcie sobie w domu takie ołtarzyki, gdzie w zaciszu
możecie się modlić i gloryfikować swoich patronów do oporu, bez
szkody dla nich i kieszeni podatników.
Żeby nie być gołosłownym posłuże się tylko jednym przykładem,
dzisiejszą ul. Kościelną, której nazwę zmieniano (z tego co zdołałem
stwierdzić) około 9 razy.
| od 1880 r. |
Dorfstrasse (Wiejska) |
| ............. |
Kirschestrasse (Kościelna) |
| ............. |
Kaiserstrasse (Cesarska) |
| ............. |
Laufendestrasse (Przelotowa, Dolotowa, Przebiegająca) |
| ............. |
Beuthnerstrasse (Bytomska) |
| ............. |
Kościelna |
| ............. |
Adolf Hitlerstrasse |
| ............. |
15-go Grudnia |
| ............. |
Kościelna |
| ????????????? |
????????????? |
Czy po tylu zmianach jest ładniejsza? Czy mieszka się na niej
lepiej? Bardziej komfortowo? Widocznie decydenci wychodzą
z założenia, że w zasadzie „Kto to jeszcze pamięta?”, w tym właśnie
momencie stawiają się w miejscu brakującego ogniwa w teorii Darwina.
Ocenę tych poczynań pozostawiam zainteresowanym.