niedziela, 9 marca 2014

Pamiętnikom ku pamięci

W do­bie wie­lu por­ta­li in­ter­ne­to­wych pa­mięt­nik ja­wi sie ja­ko ja­kiś ana­ch­ro­nicz­ny twór, moż­na na­wet po­wie­dzieć, że kie­dyś był to swe­go ro­dza­ju Fa­ce­bo­ok dla ów­cze­snych na­sto­lat­ków. Że­bym był do­brze zro­zu­mia­ny na­le­ży roz­gra­ni­czyć pa­mięt­niki, w któ­rych do­ko­ny­wa­ło się opi­sów sfe­ry pry­wat­nej wła­ści­cie­la od pa­mięt­nika lat mło­dzień­czych w któ­rym do­ko­ny­wa­ło się wpi­sów przy­ja­ciel­sko­-ko­le­żeń­skich, w for­mie wier­szy­ków i ry­mo­wa­nek ozdo­bio­nych wła­sno­ręcz­ny­mi ry­sun­ka­mi. Ta­ki wła­śnie pa­mięt­nik był naj­bar­dziej po­pu­lar­ny wśród dziew­cząt.

Pa­mię­tam z lat szkol­nych (szcze­gól­nie do­ty­czy to szko­ły pod­sta­wo­wej), że na prze­rwach prze­glą­da­ło się i wy­mie­nia­ło pa­mięt­ni­ki w ce­lu do­ko­na­nia od­po­wied­nie­go wpi­su. Sza­ta gra­ficz­na jak i treść wpi­sów by­ły bar­dzo róż­ne i za­le­ża­ły od umie­jęt­no­ści ar­ty­stycz­no­-pi­sar­skich wpi­sującego. Po lek­tu­rze kil­ku pa­mięt­ni­ków nie spo­tka­łem się z wpi­sem o tre­ści zło­śli­wej czy obra­ża­ją­cej ko­go­kol­wiek, cze­go nie moż­na po­wie­dzieć o dzi­siej­szych por­ta­lach i blo­gach. Czło­wie­ka ogar­nia ja­kaś no­stal­gia prze­glą­da­jąc i czy­ta­jąc te po­nad 60-cio let­nie za­po­mnia­ne przez czas i wła­ści­cie­li ksią­żecz­ki. Za każ­dym wpi­sem kry­je się kon­kret­na oso­ba zna­na z na­zwi­ska, imie­nia i da­ty wpi­su, rzad­ko spo­ty­ka się tyl­ko ini­cja­ły. Cza­sem trze­ba prze­grze­bać po­kła­dy pa­mię­ci że­by sko­ja­rzyć imię i na­zwi­sko da­nej oso­by z jej wi­ze­run­kiem z lat mło­dzień­czych utrwa­lo­nym przez na­szą pa­mięć. Z dru­giej stro­ny to do­bry tre­ning dla tej ostat­niej.

Nie chciał­bym tu udo­wad­niać wyż­szo­ści pa­pie­ru nad in­ny­mi for­ma­mi re­je­stra­cji. Świad­czą o tym zbio­ry ty­siąc­let­nich ksiąg, któ­re prze­trwa­ły do na­szych cza­sów. Od koń­ca ubie­głe­go wie­ku za­chły­snę­li­śmy się kom­pu­te­ro­wą re­wo­lu­cją, któ­ra umoż­li­wia di­gi­ta­li­zo­wa­nie bi­blio­tek i two­rze­nie zbio­rów w for­mie elek­tro­nicz­nej. Waż­ne w tym wszyst­kim jest to że­by nie po­zby­wać się i nie nisz­czyć tych ostat­nich, bo rze­czy­wi­stość elek­tro­nicz­na i wir­tu­al­na jest tak ulot­na jak na­sza pa­mięć.