niedziela, 1 września 2013

Prawie kożdy dostoł roz po tycie

Nie mam tu na my­śli te­go, co więk­szość z was pomy­śli. W gwa­rze ślą­skiej mó­wi­ło się – “po ty­cie” – co zna­czy­ło do­stać w twarz lub ina­czej po py­sku, jed­nak tym ra­zem cho­dzi o coś przy­jem­niej­sze­go; o to, czym na­si ro­dzi­ce chcie­li prze­ko­nać nas do uczęsz­cza­nia do szko­ły.

Dla kil­ku­let­nie­go pierw­szo­kla­si­sty pierw­szy dzień w szko­le to wiel­kie prze­ży­cie. Na­gle po­zba­wio­ny zo­sta­je on nie­ogra­ni­czo­ne­go cza­su wol­ne­go. Bez wzglę­du na po­go­dę – słoń­ce czy deszcz – mu­si ra­no wstać, iść do szko­ły i się uczyć – kom­plet­na ka­ta­stro­fa dla ta­kie­go ma­lu­cha. By­ło mu tak do­brze, ko­mu to prze­szka­dza­ło? Pó­ki co, do tej po­ry nikt ni­cze­go lep­sze­go od szko­ły nie wy­my­ślił, za to ktoś wy­my­ślił ty­ta i był to strzał w przy­sło­wio­wą dzie­siąt­kę.

Zwy­czaj ob­da­ro­wy­wa­nia pierw­szo­kla­si­stów ty­tą – z nie­miec­kie­go Schul­tüte lub Wun­der­tüte – po­cho­dzi z Nie­miec. Fakt wrę­cza­nia ty­ty od­no­to­wa­no już w 1817r. w Je­nie. W Pol­sce ta tra­dy­cja jest zna­na od dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go, szcze­gól­nie po­pu­lar­na na Ślą­sku, w Wiel­ko­pol­sce i na War­mii.

Moż­na­by po­wie­dzieć, że ty­ta by­ła i jest swe­go ro­dza­ju wa­bi­kiem i przy­nę­tą na te­go ma­łe­go czło­wiecz­ka, ale tak to już jest. Są sy­tu­acje kie­dy dzie­ci “ku­pu­je” się sło­dy­cza­mi i za­baw­ka­mi. Do­ro­słych też się ma­mi i ku­pu­je, tyl­ko “sło­dy­cze i za­baw­ki” są in­ne.

Bar­dzo do­brze pa­mię­tam swo­ją ty­tę. Zro­bi­ła na mnie du­że wra­że­nie, a to z ra­cji wiel­ko­ści, by­łem pe­wien, że jest peł­na sło­dy­czy. Po ca­łym za­mie­sza­niu ja­kim był pierw­szy dzień w szko­le w do­mu cze­ka­ło mnie ma­łe roz­cza­ro­wa­nie. Po roz­pa­ko­wa­niu oka­za­ło się że ty­ta w 2/3 (ta szpi­ca) wy­peł­nio­na by­ła pa­pie­rem, a tyl­ko na sa­mej gó­rze by­ły sło­dy­cze. Tak by­ło, ale w la­tach 50-tych ni­ko­mu się nie prze­le­wa­ło. Ja­kie cza­sy ta­ka ty­ta.

W szko­le by­wa róż­nie, jed­nak po la­tach wspo­mi­na­my spę­dzo­ne w niej chwi­le, i te złe i te do­bre. Tych ostat­nich ży­czy­my te­go­rocz­nym pierw­szo­kla­si­stom jak naj­wię­cej, a to, jak pre­zen­to­wa­ły się ich ty­ty na prze­strze­ni dzie­się­cio­le­ci zo­sta­ło za­pre­zen­to­wa­ne w po­niż­szej ga­le­rii. Za­pra­szam do oglą­da­nia.

Zdję­cia po­cho­dzą ze zbio­rów wła­snych oraz z In­ter­ne­tu.