niedziela, 21 sierpnia 2011

Wielkie było poruszenie…

…i nie­sa­mo­wi­ta atrak­cja dla ów­cze­snej dzie­ciar­ni i mło­dzie­ży, był prze­cież 1957r. Tam­te cza­sy zbyt­ni­mi atrak­cjami nas nie roz­piesz­cza­ły. Nie co dzień moż­na by­ło mieć na wy­cią­gnie­cie rę­ki „wiel­kie” dzwo­ny; „wiel­kie”, bo po­ję­cie wiel­ko­ści jest względ­ne – in­ne u mnie, wte­dy dzie­wię­cio­lat­ka, i in­ne u do­ro­słe­go. Do­tych­czas dzwo­ny się tyl­ko sły­sza­ło, a te­raz moż­na je by­ło na­wet do­tknąć. Na­praw­dę ro­bi­ły wra­że­nie.


W cza­sie II woj­ny świa­to­wej, praw­do­po­dob­nie w 1942 lub 1943 ro­ku, oku­pant hi­tle­row­ski za­re­kwi­ro­wał na ce­le wo­jen­ne dwa dzwo­ny i na dzwon­ni­cy mi­chał­ko­wic­kie­go ko­ścio­ła po­zo­stał tyl­ko je­den – „Jó­ze­f”. Dzwo­nił nie tyl­ko w cza­sie wszyst­kich ko­ściel­nych ob­rzę­dów, ale wy­bi­jał tak­że go­dzi­ny i kwa­dran­se ze­ga­ra wie­żo­we­go. Tyl­ko uprzy­wi­le­jo­wa­ni szczę­śliw­cy za przy­zwo­le­niem dzwon­ni­ka (Pa­ni Wi­de­ra lub Pa­na Wi­de­ry) mo­gli wejść na dzwon­ni­cę i ręcz­nie, za po­mo­cą gru­bej li­ny, dzwo­nić na każ­dą msze, po­grzeb czy in­ną oka­zję. Ja też ja­ko chło­piec mia­łem oka­zje dzwo­nić, a na­wet wejść na po­ziom, gdzie znaj­do­wał się me­cha­nizm ze­ga­ro­wy (na­krę­ca­ny ręcz­ną kor­bą) i wy­żej do sa­mej dzwon­ni­cy, gdzie wi­sia­ły dzwo­ny.


W 1957 ro­ku za­ku­pio­no trzy no­we dzwo­ny: naj­więk­szy „Mi­cha­ł”, śred­ni (?) i naj­mniej­szy „An­to­ni”. Zo­sta­ły one umiesz­czo­ne na spe­cjal­nej kon­struk­cji na­prze­ciw wej­ścia do ko­ścio­ła. Pa­mię­tam, że każ­dy chciał je przy­naj­mniej do­tknąć, nie mó­wiąc już o wy­do­by­ciu ja­kie­go­kol­wiek dźwię­ku. Że­by po­ha­mo­wać za­pę­dy do­mo­ro­słych dzwon­ni­ków, ser­ca dzwo­nów zo­sta­ły unie­ru­cho­mio­ne po­wro­za­mi i skoń­czy­ło się nie­kon­tro­lo­wa­ne „bim­ba­nie”.


Wcią­gnię­cia i mon­ta­żu dzwo­nów na wie­ży pod­ję­ła się bry­ga­da szy­bo­wa ko­pal­ni „Mi­cha­ł”. Dzie­ki Pa­nu Ja­no­wi Gi­ża, któ­ry zor­ga­ni­zo­wał nie­zbęd­ny sprzęt, tj. od­po­wied­nie li­ny, ręcz­ne ko­ło­wro­ty oraz od­po­wied­nich po­moc­ni­ków (m.in Pan Pie­cyk, Pru­dło, Jan­ke, Or­doń, Du­da i in­ni). Dzię­ki nim ca­ła ope­ra­cja od­by­ła się spraw­nie, wy­jąt­ko­wo szyb­ko i bez­piecz­nie.


Po­świę­ce­nie dzwo­nów od­by­ło się 22.XII.1957r., a pierw­szy raz roz­dzwo­ni­ły się na pa­ster­kę 24.XII.1957r.

Je­że­li ktoś z go­ści od­wie­dza­ją­cych mo­ją stro­nę dys­po­nu­je do­dat­ko­wą wie­dzą do­ty­czą­cą nazw, na­zwisk , dat i fak­tów, to pro­szę o e-ma­il: azne­gi­l@o2.pl